4.Powitanie pierwszego dnia wiosny a topienie marzanny?
Jako studentka pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej, podczas praktyk często staję przed dylematem: jak pogodzić szacunek do dawnych ludowych obyczajów z nowoczesnymi wartościami, których uczymy dzieci w ramach edukacji społeczno-przyrodniczej? Tegoroczny pierwszy dzień wiosny w przedszkolu dostarczył mi gotowej odpowiedzi i był jednym z najciekawszych doświadczeń, jakie do tej pory przeżyłam. Wszyscy znamy scenariusz: słomiana kukła, ogień lub woda i symboliczne pożegnanie zimy. Jednak w grupie, w której odbywam praktyki, nauczycielka zaproponowała coś zupełnie innego. Zamiast tradycyjnego topienia Marzanny, które z perspektywy przyrodniczej jest po prostu zaśmiecaniem rzek, zorganizowaliśmy "wiosenną przeprowadzkę". Podczas spaceru dzieci nie szukały tylko pierwszych przebiśniegów, ale uczyły się empatii wobec natury. Kiedy nadszedł moment kulminacyjny, zamiast wrzucać naszą kukłę do wody, wspólnie... schowaliśmy ją do dużego, estetycznego worka. Wyjaśnienie było genialne w swojej prostocie: „Zima nie jest zła, ona po prostu musi odpocząć, żeby ziemia mogła się zregenerować. Marzanna idzie spać, by nie brudzić domu rybkom i żabkom”.
Czego nauczyły się dzieci? (Analiza pedagogiczna)
Z mojej perspektywy i przedmiotu który realizuje na studiach- edukacji społeczno-przyrodniczej, takie podejście realizuje kilka kluczowych celów programowych:1. Ochrona ekosystemów wodnych: Dzieci zrozumiały, że wrzucanie czegokolwiek do rzeki – nawet słomy czy papieru – ma wpływ na życie zwierząt.
2. Kształtowanie postaw obywatelskich: Uczymy maluchy, że tradycja nie jest sztywnym schematem i możemy ją modyfikować, jeśli służy to wyższemu dobru (w tym przypadku dobru planety).
3. Rozwój emocjonalny: Dla przedszkolaka „unicestwienie” kukły, którą wcześniej z zaangażowaniem dekorowało, bywa trudne. Schowanie jej do worka jako element „zasypiania” jest znacznie łagodniejszą formą narracji.
Powrót w radosnym nastroju
W drodze powrotnej do przedszkola zauważyłam coś niezwykłego. Dzieci nie czuły niedosytu. Wręcz przeciwnie – były dumne, że „uratowały” rzekę przed śmieciami. Jako studentka wyciągnęłam z tego ważną lekcję: edukacja przyrodnicza to nie tylko teoria o fotosyntezie, to przede wszystkim codzienne wybory i pokazywanie dzieciom, że człowiek jest częścią przyrody, a nie jej panem.
Ten dzień pokazał mi, że nowoczesna przedszkolanka musi być trochę innowatorką, która potrafi zdjąć z tradycji „kurz” i nadać jej nowe, wartościowe znaczenie. Marzanna w worku to nie koniec świata – to początek nowej, świadomej ery w edukacji przedszkolnej.
A jakie jest Wasze zdanie? Czy topienie Marzanny powinno zostać w podręcznikach historii, czy warto je kultywować w zmienionej formie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz